1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

Zapomniana klasa

autor: Andrzej Napierkowski
(artykuł z Magazynu Żeglarzy i Motorowodniaków"Rejs")

Hornet jest klasą bardzo ciekawą, konstrukcyjnie i żeglarsko. Nie wiadomo zatem, dlaczego stał się nie tylko w Polsce, ale także w krajach o większych tradycjach regatowych, łódką zapomnianą.

Najtrudniejszym i najważniejszym elementem jest umiejętność wprowadzenia go w ślizg. Jeżeli nie zgra się właściwie balastu z pracą sterem w odpowiednim momencie, jacht mówi: NIE! Ważne jest, by odpadając nabrać prędkości, a następnie, w odpowiednim - tym jednym, jedynym momencie - wyostrzyć. Sztuka bardzo trudna i wymagająca setek godzin treningu.

W stosunku do dzisiejszych standardów Hornet był łódką dość ciężką. Niemniej jednak w tamtych czasach trudno było znaleźć jednostkę relatywnie lżejszą. Słonka, Pirat, Hetka, Betka czy nawet Finn były znacznie cięższe. Poszycie klepkowe, słomkowe lub diagonalne, niosły za sobą duży ciężar łódki. A Hornet jest skośnodenką sklejkową. Dwie osoby mogły ją bez trudu wyjąć z wody i przenieść.

Maszt

Początkowo był drewniany. Silą rzeczy ograniczenia dotyczące ustawienia i dynamiki pracy były dość duże. Tomasz Holc był jednym z pierwszych w Polsce, któremu udało się wyposażyć Horneta w maszt aluminiowy. Maszt odebrano w Anglii, u producenta. Już wówczas, w wytwórni, trzeba było dokonać pomiaru want oraz wykonać w odpowiednich miejscach zaciski. Pojawiła się też nowość - stalówka powlekana folią, ściśle przywierającą do wanty w każdym punkcie. Niestety, podczas mistrzostw świata stalówka wyrwała się z zacisku, maszt runął na pokład i szanse na medal zostały pogrzebane.

Regulacja pochylenia masztu była bardzo prymitywna, ale szybka i skuteczna. Prowadnica i dwie zawleczki załatwiały wszystko.

Kolejną, i bardzo istotną regulacją masztu, jest jego ugięcie na poziomie pokładu. Początkowo były to drewniane kliny, później próbowano innych rozwiązań w rodzaju różnych przekładni i wind, jednak żadne z nich nie sprawdziło się w praktyce.

Regulacje

Obsługa poszczególnych elementów jest dość prosta.

Prowadzenie grota na Hornecie nie wymaga żadnych szczególnych przełożeń - wystarczy normalna talia złożona z dwóch bloczków i ew. kabestanu. Problemem czasów Horneta był brak knag zaciskowych. Stąd wziął się wspomniany kabestan. Dopiero po latach pojawił się dolny bloczek talii, opatrzony knagą zaciskową.

Z czasem oddano wszystkie regulacje w ręce sternika. Obciągacz bomu, cunningham, lik dolny grota, obciągacz spinakerbomu - wszystko było w zasięgu ręki. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w latach sześćdziesiątych, realizacja takich rozwiązań wymagała ogromnej inwencji żeglarzy. Nie były bowiem dostępne małe bloczki, które dziś umożliwiają poprowadzenie każdej linki w dowolnym kierunku; stosowano prowadnice? rozciągnięte na całą szerokość kokpitu.

Miecz

Miecz jest osadzony na stale - bez możliwości przesuwania go w osi podłużnej jachtu. Dopuszczalna jest jedynie tradycyjna praca pletwą - góradól. Maksymalne wyciągnięcie pletwy - nawet podczas żeglugi ślizgowej kursem pełnym - to dwie trzecie jego długości, w przeciwnym razie jacht zaczyna "wozić". Miecz Horneta jest stosunkowo gruby i dość długi, co wiąże się z koniecznością zastosowania szerokiej skrzynki mieczowej.

Deska balastowa

Jest to element charakterystyczny dla klasy Hornet. Umieszczoną na rolkach deskę wysuwa się na stronę nawietrzną i siedzący lub leżący na niej załogant - korzystając z tak stworzonego ramienia - ma szansę skutecznego wybalastowania jachtu, nawet przy bardzo silnym wietrze. Co można zarzucić desce? Wyobraźmy sobie, co się dzieje w tłumie jachtów walczących przed startem lub o pierwszeństwo na znaku kursowym. Deska bezwolnie przeskakiwała z jednej strony jachtu na drugą. Nigdy nie było wiadomo, w którym momencie kawał drewna wyskoczy z sąsiedniego kadłuba i jakie szkody może wyrządzić.

Druga wada, to brak możliwości przemieszczenia balastu (załoganta wraz z deską) w osi podłużnej jachtu. Sternik tylko w niewielkim zakresie mógł regulować zrównoważenie łódki ciężarem własnym. Najpopularniejsze były deski hebanowe. Materiał zapewniał bowiem bardzo dużą wytrzymałość i, co najważniejsze, twardość. Późniejsze deski plastikowe były bardziej odporne na warunki zewnętrzne i łatwiejsze w utrzymaniu, jednak walorami nie były w stanie dorównać poprzedniczkom. Ostatecznie, światowa czołówka na zawsze pozostała przy drewnie - dopóki po latach kolejnych prób z różnymi rodzajami desek załoganci Horneta nie otrzymali prezentu w postaci trapezu.

Logowanie

hornety fotografuje

Piotr Andrews
Piotr Andrews - Galeria zdjęć